Kultura Niemiec

 

Niemiecka scena kulturalna jest bardzo różnorodna: między Flensburgiem a Garmisch działa 400 teatrów i 140 orkiestr zawodowych. 600 muzeów sztuki, posiadających cenne w skali międzynarodowej i urozmaicone zbiory, tworzy niepowtarzalny krajobraz muzealny. Także współczesne malarstwo niemieckie, które już dawno zadomowiło się na arenie międzynarodowej, cechuje olbrzymia energia twórcza. 80 tys. nowo wydanych książek i wznowień rocznie klasyfikuje Niemcy w gronie krajów o dużym rynku książki. 350 gazet i tysiące tytułów czasopism są dowodem ożywionej działalności medialnej. Nowe sukcesy odnosi także film niemiecki – i to nie tylko w kinach niemieckich, ale i w wielu krajach na świecie.

Literatura niemiecka

Książka

Niemcy są krajem książek. Ponad 80 tys. nowo wydanych książek oraz wznowień rocznie klasyfikuje je w gronie krajów wiodących pod względem produkcji książek. Każdego roku za granicę sprzedaje się ponad 5 tys. licencji wydawniczych. Co roku jesienią zjeżdża się do Niemiec świat wydawniczy na największe spotkanie branżowe – Międzynarodowe Frankfurckie Targi Książki. Oprócz nich swoją pozycję ugruntowały także mniejsze, odbywające się na wiosnę Lipskie Targi Książki.

Mimo Internetu i telewizji czytanie nadal sprawia Niemcom przyjemność. W dziedzinie literatury w ostatnich czasach wiele się wydarzyło. Chociaż pokoleniu autorów, takich jak Hans Magnus Enzensberger, Siegfried Lenz, Christa Wolf i laureat literackiej Nagrody Nobla Günter Grass, którzy w okresie powojennym mieli najwięcej do powiedzenia, nadal jeszcze poświęca się sporo uwagi, to ich literatura na początku XXI wieku nie gwarantuje już estetycznych innowacji.

Podczas gdy po II wojnie światowej szuka się odpowiedzi na pytania natury moralnej, a w wyniku wydarzeń 1968 roku przeważają analizy społeczne, lata po upadku muru stoją pod znakiem kultury masowej, w ramach której każda impreza literacka staje się wydarzeniem, a autor gwiazdą, którą można zobaczyć z bliska. A dzisiaj? Jakie trendy dominują na niemieckim rynku książkowym? Tradycje narracyjne na wysokim poziomie kontynuują tacy pisarze, jak Sten Nadolny, Uwe Timm, F. C. Delius, Brigitte Kronauer i Ralf Rothmann, którzy zwrócili na siebie uwagę jeszcze przed 1990 rokiem. Cierpienia spowodowane istniejącą rzeczywistością, sztuka jako ostatnie miejsce samopotwierdzenia – w tym kierunku idzie twórczość Austriaka Petera Handkego i Botho Straußa. Żaden z młodszych pisarzy nie osiągnął nigdy takich wyżyn.

Literackim debatom w rozpoczynającym się XXI wieku nadal przewodzą osoby, której już w „starej” Republice Federalnej przed 1990 rokiem stanowiły instancję intelektualną. Pod wpływem wzorów amerykańskich, takich jak Raymond Carver, daje się jednak zauważyć nową chęć opowiadania. Za jeden z największych talentów i postać kultową młodego pokolenia berlińskiego uważa się Judith Hermann. Thomas Brussig i Ingo Schulze opisują wschodnioniemieckie życiorysy i życie codzienne w byłej NRD. A w dziedzinie liryki przedwcześnie zmarły Thomas Kling stworzył niezależny rodzaj poetyki, otwartej na współczesny żargon, ukształtowany przez pop, reklamę i telewizję. Natomiast Durs Grünbein łączy w swojej poezji mity z nauką i sztuką. Dla wszystkich cezurę stanowią wydarzenia z 11 września 2001 roku.

Czy możliwy jest w literaturze powrót do polityki? Nie. Pisarze nie zajmują się przedstawianem utopii, ich książki nie wybiegają w przyszłość. Skończyły się czasy, kiedy literatura była instancją. Marzenia o buncie i uporze wprawdzie pozostały, ale w literaturze liczy się to, co autentyczne i opisywanie tego, co istnieje teraz – w im bardziej bezwzględny sposób, tym lepiej. Własna biografia dostarcza niezliczonych historii. Zmieniły się funkcje i percepcja. Literaturze o ambicjach społecznych brakuje bowiem nie tylko autorów, ale i czytelników, którzy chcieliby ją czytać.

Teatr niemiecki

Teatr

Za granicą często słyszy się opinię, że teatr niemiecki jest głośny i narcystyczny. Teatr ten opiera się jednak na systemie podziwianym na całym świecie. Także w mniejszych miastach – oprócz widowisk teatralnych – można pójść do opery i na balet; w sumie istnieje rozległy krajobraz teatralny z gęstą siecią teatrów państwowych i miejskich, scen objazdowych i teatrów prywatnych. W następstwie ruchu studenckiego 1968 roku szeroką działalność teatralną rozwinęły także wolne grupy teatralne – po dzień dzisiejszy oznaka niesłabnącej pasji do teatru i chęci jej prezentowania. W Niemczech nie szczędzi się zachęt, uwagi i pieniędzy dla podtrzymania tego systemu. Wielu uważa to za luksus, zwłaszcza że dochody teatrów z ich działalności wynoszą zeledwie dziesięć do piętnastu procent ich wydatków. Także teatry prywatne, takie jak na przykład sławna berlińska scena Schaubühne, założona i uformowana przez reżysera Petera Steina, korzysta z systemu subwencji publicznych. System ten oczywiście już dawno osiągnął pułap swoich możliwości i znajduje się w trudnym okresie, jako że miarą sztuki są warunki materialne.

Peter Stein uważany był przez długi okres czasu za niepowtarzalne zjawisko w teatrze niemieckim. W przeciwieństwie do innych reżyserów stworzył dzieło, które można rozpoznać poprzez ciągłość powtarzających się motywów, tematów i autorów. Jego teatr wspomnień charakteryzuje styl inscenizacji pozostający pod silnym wpływem tekstu. Przychodzące dzisiaj do teatrów młode pokolenie od takich reżyserów, jak Peter Stein, Peter Zadek czy Claus Peymann, kierujący Berliner Ensemble, dzielą światy. Współczesnego teatru nie da się już ogarnąć posługując się słownictwem buntowników pokolenia ‘68. Takie pojęcia, jak „uświadamiać, pouczać, demaskować, interweniować”, brzmią dzisiaj staroświecko. Teatr młodych nie uważa się za awangardę; szuka samodzielnych form wyrazu. Po euforii lat 90., spowodowanej pojawieniem się nazwisk młodych reżyserów, takich jak Leander Haußmann, Stefan Bachmann i Thomas Ostermeier, nastąpiła obecnie faza, w której awansowali oni na dyrektorów.

Wzorem dla tego pokolenia reżyserów jest Frank Castorf, znany z „rozbijania” sztuk, inscenizacyjnego rozkładania tekstów i ponownego ich budowania, oraz jego berlińska Schaubühne. Także Christoph Marthaler i Christoph Schlingensief symbolizują odmienne rozumienie roli teatru, który daje odpowiedzi na zmiany zaszłe po zakończeniu zimnej wojny i nastaniu ery globalnego kapitalizmu.

Tacy reżyserzy, jak Michael Thalheimer, Armin Petras, Martin Kusej, René Pollesch czy Christina Paulhofer, wykreowali tymczasem formy inscenizacji, przedkładające styl nad materiał; tradycyjne bliskie tekstowi sposoby opowiadania są im raczej obce. Konfrontacja ze społeczeństwem, decydująca o kształcie teatru niemieckiego przez prawie 250 lat, ustąpiła miejsca wielobarwnej różnorodności. Teatr nigdy jednak nie istniał bez udziału czasu, w którym był wystawiany. Teatr musi obrazować nasze życie. Jest także powrotem do wspomnień. Właśnie dlatego – ze względu na swoją funkcję publiczną – jest subwencjonowany.

Film niemiecki

Film

Na krótko przed przełomem tysiącleci film „Lola rennt” (1998) Toma Tykwera wyrywa niemieckie kino z marazmu. Eskperymentatorska komedia o rudowłosej Loli, przeznaczeniu, miłości i przypadku uchwyca atmosferę końca lat 90. Ryzykowny wyścig Loli z czasem przez Berlin rozumiany jest jako metafora epoki, która nie daje czasu na wytchnienie. Film ten stał się dla reżysera Toma Tykwera i odtwórczyni głównej roli Franki Potente międzynarodowym przełomem w karierze.Kino niemieckie zaczyna przeżywać fazę rozkwitu. Po raz pierwszy od ery wielkiego Rainera Wernera Fassbindera (zm. 1982 r.) zagranica spogląda ponownie z zainteresowaniem na film niemiecki, który święci międzynarodowe sukcesy. Film „Nirgendwo in Afrika” (Nigdzie w Afryce, Caroline Link, 2002 r.) otrzymuje Oscara, „Głową w mur” (Fatih Akin, 2004 r.) zostaje nagrodzony Złotym Niedźwiedziem na Berlinale. Ale w przeciwieństwie do czasów Fassbindera zainteresowanie to nie dotyczy określonej szkoły filmów autorskich, lecz różnych reżyserów odciskających na filmach własne piętno. Starzy mistrzowie kina, jak Wim Wenders, Volker Schlöndorff i Werner Herzog, nadal wprawdzie mają wiele do powiedzenia, ale furorę robią inni.

Kino niemieckie uskrzydla gatunek filmowy, niecieszący się dotychczas szczególnie dobrą opinią – komedia. Tragikomedia „Żegnaj Lenin!” (Wolfgang Becker, 2003 r.) odnosi sukcesy w prawie 70 krajach, gdyż opowiada o klęsce socjalizmu. Komedia Hansa Weingartnera „Edukatorzy” (2004 r.) porusza w radykalny sposób tematy przeciwników globalizacji. Niemieckie komedie odnoszą sukcesy, gdyż ich fabuła porusza także tematy uniwersalne.

Ale materiał do historii filmowcy czerpią z procesów i przełomów zachodzących we własnym kraju. Z rozmachem, który zapieraja dech w piersiach, urodzony w Hamburgu Fatih Akin o tureckich korzeniach opowiada o życiu Turków w Niemczech. W swoim nagrodzonym dramacie „Głową w mur” przenosi on na ekran z brutalną precyzją, ale bez łzawego sentymentalizmu, historię miłości Turka i Turczynki, urodzonych w Niemczech, i ich zdławienie między kulturami. O autentyczne, pozbawione hipokryzji spojrzenie na życie chodzi także w realistycznych studiach środowiskowych Andreasa Dresena. W swoich filmach za pomocą takich środków filmowych, jak ruchoma kamera ręczna, przedstawia on życie codzienne Niemców wschodnich. Zainteresowanie przemianami społecznymi pozwala jednocześnie spokojnie spojrzeć na traumatyczne aspekty własnej historii. Dramat historyczny „Upadek” (2004 r.) Olivera Hirschbiegla przełamuje tabu pokazując Hiltera nie jako potwora, ale jako człowieka. W „Sophie Scholl – ostatnie dni” (2005 r.) Julia Jentsch tworzy bohaterski portret bojowniczki ruchu oporu. Aktorka za swoją świetnie zagraną rolę została wyróżniona Niemiecką Nagrodą Filmową. Rozkwit filmu niemieckiego opiera się na wielu podstawach – trudno zatem o lepsze warunki w kinie niemieckim.

Muzyka niemiecka

Muzyka

Sława Niemiec jako kraju o bogatym dorobku muzycznym opiera się nadal jeszcze na takich nazwiskach, jak Bach, Beethoven i Brahms, Händel i Richard Strauss. Do niemieckich konserwatoriów napływają studenci z całego świata, melomanii przyjeżdżają tutaj na festiwale – poczynając od Festiwalu Wagnerowskiego w Bayreuth aż po Dni Muzyki Współczesnej w Donaueschingen. W Niemczech istnieje 80 teatrów muzycznych, finansowanych ze środków publicznych, wśród których wiodącą rolę odgrywają teatry w Hamburgu, Berlinie, Dreźnie i Monachium, a także Frankfurcie nad Menem i Lipsku. We współzawodnictwie o nagrodę krytyki, przyznawaną każdego roku dla najlepszej sceny operowej roku, w ostatnich latach najczęściej zwyciężała opera ze Stuttgartu. Berlińscy Filharmonicy pod dyrekcją sir Simona Rattle’a, brytyjskiego dyrygenta o światowej sławie, uważani są w Niemczech za najlepszą ze 140 orkiestr subwencjonowanych przez państwo. Frankfurcki „Ensemble Modern” jest ważnym motorem w dziedzinie współczesnej produkcji muzycznej. Każdego roku opracowuje on około 70 nowych utworów, w tym 20 premier. Obok takich mistrzów batuty, jak Kurt Masur czy Christoph Eschenbach, wśród młodych dyrygentów szczególnie wyróżnili się Ingo Metzmacher i Christian Thielemann. Wśród interpretatorów do światowej czołówki należą sopranistka Waltraud Meier, baryton Thomas Quasthoff i klarnecistka Sabine Meyer. A skrzypaczka Anne-Sophie Mutter cieszy się ogromną popularnością nie tylko wśród amatorów muzyki klasycznej.

Poczynając od lat 50. decydujący udział w rozwoju muzyki współczesnej mieli pionier muzyki elektronicznej Karlheinz Stockhausen i będący jego przeciwieństwem Hans Werner Henze – wierny tradycji kompozytor oper. Dzisiejsza muzyka operuje szerokim wachlarzem stylistycznym: Heiner Goebbels łączy muzykę z teatrem, Helmut Lachenmann doprowadza do skrajności instrumentalne możliwości wyrazu. Przykład Wolfganga Rihma świadczy, że rozwój muzyki zmierzający ku większej zrozumiałości zdaje się być znowu możliwy. Z drugiej strony muzycznego spektrum od lat sukcesy odnoszą tacy piosenkarze, jak Herbert Grönemeyer i Udo Lindenberg, śpiewający piosenki w języku niemieckim, podobnie jak zespół punkowo-rockowy „Die Toten Hosen” i grupa hip-hopowa „Die fantastischen Vier”. W ubiegłych latach młodzi artyści, jak piosenkarz Xavier Naidoo („Söhne Mannheims”), kierowali się z powodzeniem amerykańskimi stylami – muzyką soulową i rapem. Wynikiem sukcesów berlińskiego zespołu „Wir sind Helden” było ostatnio pojawienie się nowej fali młodych zespołów niemieckich. Utworzenie Akademii Muzyki Popularnej w Mannheim pokazało, że istnieje wola polityczna, by zwiększyć konkurencyjność niemieckiego popu na arenie międzynarodowej.